Dzieje związku Świętego Jana Pawła II i ks. prof. Tadeusza Stycznia z Wołowicami

 

Ile razem dróg przebytych?...” – wspomnienia rodziny.

                                                                                                     Kochanemu Wujciowi

                                                                                                                      Siostrzenice

   Dla świata ksiądz profesor zwyczajny, doktor honoris causa, zasłużony pracownik KUL-u, wybitny etyk, autor wielu książek naukowych, redaktor naczelny pisma naukowego, przyjaciel i współpracownik Jana Pawła II, a dla naszej rodziny po prostu Wujciu i tym określeniem, którym nazywaliśmy go z miłością w domu, będę się posługiwać często w tych wspomnieniach.

   Parafrazując słowa Ojca Świętego, można powiedzieć podobnie o ks. prof. Tadeuszu Styczniu: Wołowice - tu wszystko się zaczęło i życie się zaczęło, i szkoła, i powołanie się zaczęło.

   O jego miłości do rodzinnych stron i do domu rodzinnego świadczy treść przypisu odsyłającego do dedykacji zamieszczonej w książce „Z Karolem Wojtyłą myśląc Ojczyzna”: Ojczyzna – to także (niekiedy głównie) dom rodzinny: „W mojej wiosce pod Krakowem dom rodzinny nazywa się Ojczyzną. Było to dla mnie przez wiele lat jedyne znaczenie słowa „Ojczyzna”. Znaczyło ono dom. Po prostu dom. Ten właśnie jedyny dom”.

 (wypowiedź T. Stycznia SDS w publikowanym wywiadzie : T. Styczeń, E. Balawajder, Jedynie Prawda wyzwala. Rozmowy o Janie Pawle II, Roma 1986)

Dzieło „Z Karolem Wojtyłą myśląc Ojczyzna” dedykowane pierwszej szkole mówi o niezapomnianej Małej Ojczyźnie – raju dzieciństwa, który przez całe życie przyciągał Wujcia jak magnes, wskazując ulubione ścieżki i ukochane przez niego ustronia.

Egzemplarz książki podarowanej szkole nosi taką dedykację:

 1

Mojej „Szkole Powszechnej” w Wołowicach, gdzie moja Ojczyzna i miłość do Ludzi i Boga tak głęboko rozbudzona w domu nr 82 

ks. Tadeusz Wojciech Styczeń

 

 

     15.06.2002 r.

   Teraz my - domownicy „Ojczyzny” nr 82 w Wołowicach – miejsca urodzenia ks. prof. Tadeusza Stycznia - z pietyzmem pielęgnujemy ślady upamiętniające jego przebywanie wśród nas, bowiem nasz ukochany krewny odszedł od nas do Domu Ojca 14 października 2010 roku, w Dniu Edukacji Narodowej - to znacząca data dla człowieka , który całe życie poświęcił nauce.

   Będąc księdzem zakonnym SDS w zgromadzeniu salwatorianów, Wujciu był pochłonięty obowiązkami naukowymi, a jednak znajdował czas, aby spotkać się z rodzicami, siostrą i siostrzenicami. Zawsze wyczekiwaliśmy na niego z tęsknotą i wielką radością. Okres jego pobytu u nas był czasem szczęścia, wyciszenia, ukojenia, zadumy, a przekazywane nam wartości i wskazówki skłaniały do głębokich, życiowych przemyśleń. Każde odwiedziny przebiegały w uduchowionej atmosferze, były niepowtarzalne, przepojone modlitwą i rozkoszowaniem się Bożym pięknem, bo przyjeżdżał do nas ktoś bardzo kochany, mądry i najtroskliwszy. Dodać należy, iż z tego powodu pieczołowicie przechowujemy podarowane nam pamiątki osobiste , fotografie, listy, bogatą spuściznę naukową.

   Powróćmy jednak do Wołowic, wioski „obok której leży Kraków” - jak żartobliwie mawiał Wujciu - do rodzinnego domu, najbardziej ukochanego przez niego miejsca, pełnego miłości i dziecięcych wspomnień.

   Tadeusz Styczeń urodził się 21 grudnia 1931 roku, właśnie w tym domu,
w Wołowicach. Jego mama, a nasza babcia Anna, będąca wówczas przy nadziei, udała się wraz z mężem – Tadeuszem oraz swoim rodzeństwem do Częstochowy z misją wypraszania łask: błogosławieństw Bożych i sakramentu kapłaństwa dla przyszłego, być może, syna.

   Wujciu wzrastając w miłości, szczególnie ukochanej matki, był nad wyraz dobrym i wesołym dzieckiem. Pomagał rodzicom w gospodarstwie. Wzorując się na swoim ojcu, zamierzał zostać strażakiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołowicach. Biorąc przykład z pobożnej mamusi, jak o niej zawsze mówił, majsterkował z drewna kapliczki, śpiewając przy tym godzinki, odprawiając liczne modlitwy usłyszane w domu. W okresie międzywojennym dziadkowie wynajmowali dwa pokoje dla nauczycieli szkoły powszechnej. Panie Plewniakówna, Rosjanka, Bombicka cieszyły się wielkim autorytetem w naszym domu i znacząco wpłynęły na intelektualny rozwój zamieszkujących za ścianą dzieci: Zosi, mojej mamy i Tadeusza, który uwielbiał towarzyszyć paniom nauczycielkom, często zasiadającym z naszą rodziną do wspólnych posiłków. Małego Tadzia szczególnie zachwycała osobowość i elokwencja pani Rosjanki. Jak wielokrotnie później wspominał, biorąc przykład z pani nauczycielki, nauczył się jeść pomidory. Wcześniej warzywa te nie należały do jego ulubionych dań, ale za sprawą nauczycielki nawet one zaczęły smakować wyśmienicie.  

   Tadeusz przestąpił progi szkolne jako sześciolatek. Z przyswajaniem wiedzy nie było problemu. Początkowo, korzystając z tabliczki i rysika, potem kajetu, rozwijał swoją wiedzę i bez trudu zdobywał promocje do kolejnych klas.

   Sielankę dzieciństwa przerwała wojna. Nasz dziadek posiadał sklep „Kram towarów mieszanych” i z tego powodu został aresztowany przez Niemców i „wydarty” z domu na przesłuchanie do Kalwarii Zebrzydowskiej. Szczęśliwie uszedł z życiem. Jednakże w całości skonfiskowano zgromadzony w sklepie towar, a pokoje, które nauczycielki musiały opuścić, zajęli Niemcy. Na czas okupacji ubogi domowy księgozbiór rodzina ukryła w zarośniętym krzakami pszczelim ulu w sadzie. Rodzice, głęboko przeżywając niemiecki terror, podczas Świąt Bożego Narodzenia nie przyzwalali dzieciom na udekorowanie choinki. Smutne i surowe, bo bez ozdób, drzewko miało - ich zdaniem - symbolizować ojczyźnianą żałobę. Kiedy mówiono o wojnie, Wujciu wielokrotnie wspominał także „ten dziwny, nieprzyjemny zapach przynoszony przez zachodni wiatr”, a pochodzący z oświęcimskich krematoriów. Te traumatyczne przeżycia odcisnęły trwały ślad w umyśle Tadeusza i pozostały w pamięci do końca jego dni.

   Mały Tadeusz, przejawiający wybitne zdolności, już w wieku dwunastu lat opuścił dom rodzinny. Zdecydował się kontynuować naukę na tajnych kompletach u księży salwatorianów. Idąc za głosem powołania, w roku 1947 wstąpił do nowicjatu tychże księży. Śluby zakonne i wieczyste złożył w 1953 roku. Egzamin dojrzałości zdał jako ekstern   w Liceum Ogólnokształcącym im. B. Nowodworskiego w Krakowie.

   Dalsze losy Tadeusza Stycznia szczegółowo opisane są w jego biografii spisanej przez profesjonalistów. Nam utkwiły w pamięci relacje i wspomnienia najbliższych, z których dowiedzieliśmy się, że w roku akademickim 1949/1950 Wujciu rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie uczęszczał również na seminarium naukowe z filozofii . Tutaj po raz pierwszy zetknął się z Karolem Wojtyłą i zafascynował Jego wykładami. Równocześnie uczęszczał na lekcje fortepianu, muzyka bowiem od zawsze była jedną z jego pasji. Kiedy ukończył czwarty rok studiów, komunistyczne władze państwowe zamknęły Wydział Teologiczny UJ. W zaistniałej sytuacji Wujciu zdecydował się kontynuować naukę w Instytucie Filozoficzno-Teologicznym u dominikanów w Krakowie. Tuż przed ukończeniem studiów otrzymał 5 kwietnia 1955 roku święcenia kapłańskie z rąk biskupa Franciszka Jopa. Mając 25 lat, w towarzystwie swojej śmiertelnie chorej, ale szczęśliwej matki, jechał furmanką, aby odprawić Mszę św. Prymicyjną w Czernichowie. Babcia zmarła rok później, w 1956 r.

   Katolicki Uniwersytet Lubelski staje się dla ks. Stycznia najważniejszym etapem edukacji. Odtąd całe jego życie będzie związane z tą uczelnią. Tu uzyskał tytuł magistra filozofii. W wieku 32 lat obronił pracę doktorską pod kierunkiem Karola Wojtyły, a kilka lat później, w 1970 roku, przedłożył habilitację i uzyskał mianowanie na profesora nadzwyczajnego. Na najwyższy awans profesora zwyczajnego   musiał jeszcze, niestety, dość długo poczekać, pomimo iż spełniał wszystkie wymogi. Komunistyczny reżim nie okazywał przychylności wobec księży. Wujciu dostąpił tej godności dopiero w roku 1992.

2

   W naszej pamięci pozostają także wyczerpujące starania o paszport, gdy Wujciu chciał wyjechać zagranicę w celach naukowych. Po wielu zabiegach, dopiero za trzynastym razem, uzyskał od władz komunistycznych upragniony dokument. Ponieważ biegle władał językiem niemieckim i włoskim, a intensywnie i skutecznie uczył się również angielskiego, wkrótce stał się znanym na Zachodzie wykładowcą wielu uniwersytetów. W 1978 roku, kiedy wybrano Karola Wojtyłę na Papieża, Wujciu objął katedrę etyki na KUL-u po swoim ukochanym Mistrzu. W 1982 roku z jego inicjatywy powstał Instytut Jana Pawła II  na KUL-u. W tym też roku podjął się wydawania kwartalnika „Ethos”. Był już wtedy cenionym profesorem, bardzo lubianym przez studentów. Jego słynne wykłady przyciągały rzesze ludzi z wielu „kulowskich” wydziałów oraz z innych uczelni. Studencki „ Kurier Qlpress” ocenił swojego profesora następująco: „Ks. prof. dr hab. Tadeusz Styczeń otrzymał od naszej redakcji notę maksymalną 5, ponieważ wykłady ks. prof. spełniają wszystkie wymagania naszych kryteriów, zaś sami studenci określają te zajęcia jako najwspanialsze pod każdym względem”. Wujciu zawsze o tym opowiadał z uśmiechem. Jeden ze studentów ocenił swojego profesora następującymi słowami: „Ten jedyny”. Nam nasuwa się tutaj bardziej szczegółowa ocena : pełen skromności i dobroci, nie robił kariery na swojej bliskości z Papieżem, nigdy o sobie nie powiedział, że jest Jego przyjacielem. Należał do cichych, dyskretnych i oddanych Ojcu Świętemu.

   Twórczość naukowa ks. profesora Stycznia była zawsze bardzo owocna. Jest on autorem 400 publikacji, w tym 13 książkowych. Znany był także poza Polską. Wykładał gościnnie na Uniwersytecie J. Gutenberga w Mainz, Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, Akademii w Liechtensteinie, w Londynie oraz w Dallas - USA.

   Kontakty osobiste ks. profesora z Janem Pawłem II, mimo zapracowania obydwu, były zawsze żywe. Papież nieustannie zapraszał go do Watykanu. Świadectwem tego są listy Ojca św. wyrażające głęboką przyjaźń. A oto fragment jednego z nich: „Bardzo Ci dziękuję za list z 26. XI i wszystkie wiadomości. Przyjedź do Rzymu, serdecznie oczekuję, choćby na 3 minuty.”

3

   Ksiądz profesor był stałym współpracownikiem swojego Mistrza Jana Pawła II, szczególnie wtedy, gdy wymagały tego sprawy dotyczące rozwiązywania trudnych problemów i ostatecznych redakcji nowych dokumentów, a jego głos się liczył. Tutaj warto przytoczyć fragment listu Ojca Świętego: „Drogi, Kochany Tadziu, mój znakomity meta - i- etyku!” Niemal co roku Papież zabierał Wujcia jako towarzysza letniego wypoczynku w górskie okolice (zob. film TVP „Apartament”).

   Upowszechniając papieskie nauczanie, ks. profesor Styczeń w latach dziewięćdziesiątych zasiadał jako ekspert do spraw obrony życia w Komisji Senackiej RP za kadencji Alicji Grześkowiak. W 2000 roku Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej przyznał mu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Wujciu na znak protestu nie przyjął go, uzasadniając swoją odmowę podpisaniem przez prezydenta A. Kwaśniewskiego ustawy o rozszerzeniu aborcji. Wyraził to w słowach: „Trudno mi zaaprobować fakt, że podpis, który figuruje na dokumencie przyznającym mi Krzyż Kawalerski, został złożony także pod dokumentem, który sankcjonuje wykluczenie z tego polskiego domu tylu bezbronnych obywateli”. Uwzględniając moralną postawę kolejnego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, w 2006 roku zadecydował o przyjęciu owego Krzyża.

Ceniły go polskie i zagraniczne uczelnie. W roku 2000 Republika Austrii odznaczyła go Krzyżem Honorowym w dziedzinie Nauki i Sztuki I klasy. Otrzymał także dwa tytuły doktora honoris causa: Uniwersytetu w Pampelunie (Hiszpania) oraz Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie.

   Wujciu był niezwykle uzdolniony muzycznie, a muzyka, zwłaszcza klasyczna, była jego towarzyszką życia. Uczęszczał na koncerty, interesowały go występy artystyczne twórców i wykonawców. A sam lubił często śpiewem góralskim rozweselać najbliższe otoczenie.

Gość w Dom – Bóg w Dom! (Relacje z kilku niezapomnianych zdarzeń)

   Był piękny, czerwcowy dzień w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych, prawdopodobnie w roku 1963. Nasza rodzina została powiadomiona przez Wujcia o wizycie niezwykłego gościa z Krakowa – biskupa Karola Wojtyły. Planowane spotkanie nie należało do przypadkowych. Karola Wojtyłę i Wujcia łączyły wspólne naukowe zainteresowania oraz prawdziwa przyjaźń – ucznia i mistrza.   Zatem osoba duszpasterza krakowskiego i naukowca była domownikom od dawna doskonale znana z opowiadań Wujcia.

   W liście Jana Pawła II z 4 listopada 2000 roku skierowanym do ks. Stycznia z racji jego 70. urodzin, Papież tak ocenia ten okres: „Nasza wspólna przygoda z etyką zaczęła się jeszcze przed Lublinem. W Lublinie jednak na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu, miała ona fazę decydującą. Tam spotkaliśmy się zarówno na wykładach, jak i na seminariach, które prowadziłem jako wykładowca dojeżdżający z Krakowa. Tam również dane mi było poznać Cię bliżej jako studenta głęboko zainteresowanego problematyką etyczną. Wszystkie kolejne stopnie naukowe: magisterium, doktorat, habilitacja następowały po sobie w dość szybkim tempie, tak że mogłem być spokojny o przyszłość Katedry Etyki na KUL-u. Formalnie wciąż byłem z nią związany aż do roku 1978, ale praktycznie wszystko już opierało się na Tobie”.

   Nie może zatem dziwić fakt odwiedzin domu rodzinnego zdolnego ucznia, późniejszego następcy na Katedrze Etyki KUL, a co za tym idzie - poznania żyjącego wówczas jego   ojca   – także  Tadeusza Stycznia oraz siostry Zosi i jej najbliższej rodziny.

   Szczęśliwi domownicy z wielką starannością, należną okoliczności, przygotowywali się do powitania tak znakomitego gościa. Tym bardziej, że do tej pory nikt tak wysoko postawiony w hierarchii kościelnej w naszym domu nie bywał. Znając niezwykły intelekt oraz otwartość serca Przybysza, wizytę tę przeżywaliśmy podwójnie - z miłością i determinacją, aby Go godnie przyjąć. Oczekiwaliśmy z nieukrywaną radością i tęsknotą na , niestety, rzadkiego – z powodu swoich obowiązków - domownika , tym razem w roli towarzysza ks. Kardynała podczas Jego wizyty . 

   Stół powitalny przyozdobiliśmy najpiękniej, jak to było możliwe, choć skromnie, nazbieranymi przez nas polnymi makami. Nie ukrywaliśmy radości z powodu spotkania i z otwartymi sercami cała rodzina oczekiwała gości. Przygotowaliśmy również skromny posiłek, wiedząc o tym, że popołudniowa wizyta miała nie trwać zbyt długo. Nadszedł wyczekiwany czas. Przed domem pojawiła się nie pierwszej nowości, ale niespotykana w owych latach w scenerii wiejskiej, czarna limuzyna kierowana przez sympatycznego pana Muchę. Jako pierwszy wysiadł Wujcio, a w ślad za nim ks. biskup Karol Wojtyła. Nie sposób zapomnieć uśmiechniętej, dobrotliwej i ujmującej twarzy tego Człowieka, a zarazem dostojnego kapłana i wielkiego naukowca, który był gościem skromnej rodziny. Przeżycie niepowtarzalne i wspaniałe. Nastąpiło serdeczne powitanie, ucałowanie pierścienia – symbolu godności biskupiej i zaproszenie w progi domu rodzinnego Tadeusza Stycznia – ojca i jego syna. Wujcio tradycyjnym zwyczajem oprowadził gościa po całym domu, informując nas ściszonym głosem: „Mój Mistrz jest w butach pana Muchy" (swojego kierowcy). Na koniec ks. Kardynał z uśmiechem powiedział: „Cieszę się, ponieważ teraz wiem, w którym pokoju Tadziu się urodził”, a do ojca Wujcia zwrócił się tymi słowami: „Panie Styczeń, ma pan bardzo mądrego syna”. Wiele to znaczyło dla naszego ojca, zważywszy na wcześniejsze, wielokrotne pytania w siedzibie prowincji księży salwatorianów: „Jak się Tadziu sprawuje”? Wielkie wyróżnienie i nagroda płynąca z serca przyszłego Ojca św. Potem przywołano nas do milczenia: „Dzieci, bądźcie cicho”, ponieważ zaplanowano krótkie, naukowe rozmowy na temat etyki oraz dogłębne wysłuchanie wskazówek i pouczeń Mistrza.

   Niewiele osób uczestniczących w tym zdarzeniu obecnie żyje. Pozostałyśmy my - siostrzenice. Dzięki temu można było dokonać zapisu wspomnień z lat dziecinnych, tych cudownych i niezapomnianych przeżyć.

   Kolejne odwiedziny przypadły na czas wizyty duszpasterskiej ks. Kardynała w Dąbrowie Szlacheckiej, na kilka lat przed objęciem najważniejszego urzędu w kościele katolickim.

   Owej niedzieli przyszły Ojciec św. zapragnął spotkać się z wiernymi przy miejscowej kapliczce, usytuowanej w centrum wsi – Wołowice. Oczekiwany przez liczną grupę parafian, po pewnym czasie pojawił się wraz z towarzyszącą asystą księży i ministrantów. W drodze do kaplicy – o czym poinformował zebranych - nie omieszkał wstąpić do rodzinnego domu ks. prof. Tadeusza Stycznia. Drzwi tym razem okazały się zamknięte. Bowiem cała rodzina jednoczyła się na wspólnej modlitwie w kapliczce Matki Boskiej Różańcowej. Witając się ze zgromadzonymi, skierował swe kroki do stojącej opodal naszej mamy i wyraził swą konsternację tymi słowami: „Chciałem wejść do domu, ale drzwi były zamknięte”. Po chwili uradowana mama odpowiedziała : „Dla tak Dostojnego Gościa drzwi są zawsze otwarte. Zapraszam po modlitwie do domu”. Kiedy zakończono celebrację popołudniowego, niedzielnego nabożeństwa parafianie zapragnęli podziękować Duszpasterzowi oraz wręczyć Mu kwiaty. Kardynał powiadomiony o planowanych wyrazach wdzięczności i wręczaniu kwiatów przez moją siostrę Hanię, wyszedł z kaplicy i zapytał: „Gdzież ta Hanka, z tymi kwiatkami?”. Te słowa wprowadziły wesoły nastrój, wywołując śmiech i spontaniczne owacje wśród zgromadzonych.

   W związku z zapowiedzianą wizytą nasza mama w pośpiechu udała się do domu, aby jak najgodniej przyjąć znakomitego Gościa. On szczególnie zainteresowany był pokojem, zajmowanym podczas odwiedzin przez swojego ucznia, zapytał: „Gdzie Tadziu śpi?”. Kiedy siostra zaprowadziła Go we wskazane miejsce, uradowany i wzruszony odpowiedział: „Teraz wiem, gdzie Tadziu śpi!” Słowa te niewątpliwie świadczyły o nieustannej więzi, nie tylko w sferze naukowej, ale także o osobistej przyjaźni między uczniem i jego Mistrzem. Ta pamiętna i ostatnia wizyta w Wołowicach nie trwała długo. Kardynał w ciepłych słowach wspominał spotkanie sprzed lat, pamiętając o żyjącym wówczas ojcu ks. Tadeusza. Wysoko oceniał dorobek naukowy swojego ucznia, pracowitość oraz wybitne zaangażowanie na rzecz społeczności Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którego przez wiele lat sam był profesorem.

   Dla rodziny wspomniane wizyty stanowiły bezcenny dar od Boga. Bliskość Kardynała, późniejszego Papieża, a nade wszystko Świętego, to wielkie wyróżnienie i przejaw wdzięczności za życie wiernego do ostatnich dni ucznia.

   Jak przedstawiały się dalsze dzieje związku ks. prof. Stycznia i Jana Pawła II z Wołowicami? Z oczywistych przyczyn nie należały do bezpośrednich, fizycznie bliskich, ale raczej duchowych. Ksiądz prof. Tadeusz Styczeń z racji naukowych i przyjacielskich kontaktów często bywał w Watykanie. Podczas wielokrotnych spotkań, Ojciec Święty zawsze wypytywał o naszą rodzinę. Znał wiele nurtujących nas problemów, ale także mnóstwo humorystycznych zdarzeń mających miejsce w Wołowicach. Relacje Wujcia w formie dowcipnych anegdot wprowadzały zapewne odrobinę radości do życia polskiego Papieża. Szczególnie bawiły Ojca św. obrazki z życia dziadka - także Tadeusza Stycznia. Zapamiętywał je, by następnie do nich wracać przy okazji kolejnych spotkań.

  W cytowanym uprzednio liście urodzinowym Ojciec Święty tak dokumentuje swoje relacje ze swoim uczniem : „Jestem Ci serdecznie wdzięczny za wszystkie lata naszej współpracy, a nade wszystko za serdeczną przyjaźń, którą mi okazywałeś i okazujesz niezmiennie do dnia dzisiejszego. Jesteś, Tadeuszu, znakomitym etykiem, ale nie tylko to – jesteś świetnym narciarzem i turystą. Z wdzięcznością wspominam wszystkie nasze wyprawy – letnie, jesienne, zimowe – naprzód jeszcze w górach polskich, a potem także na północy Italii; były one okazją do wspólnych przemyśleń i twórczych dyskusji”.

   W roku 1994 podczas naszej jedynej pielgrzymki do Watykanu i Castel Gandolfo mieliśmy zaszczyt modlić się z Papieżem w prywatnej kaplicy, uczestniczyć w koncelebrowanej Mszy św. z udziałem Wujcia i czytać lekcje. Po czym zaproszono nas na papieskie śniadanie. Poprzedzone ono zostało wspólnym śpiewem piosenek góralskich i opowiadaniem rodzinnych anegdot. Warto w tym miejscu przytoczyć kilka z nich.

   Wujciu opowiadał o wspólnych wędrówkach z ojcem do kościoła parafialnego w Czernichowie przez tzw. „Świńską Krzywdę”. Wówczas za każdym razem padało z ust dziadka tak samo sformułowane pytanie: „A włościwie Tadziu, powiedz mi – bo ludzie tak różnie mówią – co ty włościwie robisz w tym Lublinie?”. Inna anegdota rodzinna powstała w szpitalu, gdy Wujciu był w ciężkim stanie po operacji. Jego ojciec, patrząc na chorego syna, z troską rzekł: „Powinno tak być, najpierw jo, a potem ty. Ale chyba bedzie inaczej. Gdzie Tadziu chcesz być pochowany? Czy w Krakowie u salwatorianów, czy w Czernichowie?”.   A za chwilę dodał: „Wiesz Tadziu, jakbyś miał doktorat, to na tabliczce byłoby to uwiecznione i miałbyś uznanie wśród ludzi”. Słowa te zadziałały nad wyraz pozytywnie, bo Wujciu szybko powrócił wtedy do zdrowia.

   Ksiądz Kardynał Stanisław Dziwisz, osobisty sekretarz Ojca Świętego, podczas pogrzebu Wujcia bliskie relacje zmarłego z Głową Kościoła wyraził tymi słowami: „Ksiądz Tadeusz był w Watykanie domownikiem”.

   Papież był blisko swego ucznia także w dniu śmierci naszej mamy, to właśnie On poinformował go o bolesnej depeszy : Tadziu, Zosia umarła, idziemy w jej intencji odprawić Mszę św.” Rodzinie wiadomo było, iż Ojciec Święty jednoczył się duchowo w modlitwie za nas.

   Ks. prof. Styczeń miał zawsze bardzo pozytywny stosunek do ludzi. Uważał, że człowiek rodzi się ideałem. Tylko potem warunki życia i środowisko mogą zniweczyć dobre cechy, którymi obdarzył go Bóg. Sam należał do ludzi szlachetnych, nad wyraz obowiązkowych, akuratnych, do ludzi przenikniętych Bogiem.

   Niegdyś, ktoś przypadkiem przez nas napotkany , niezwiązany z filozofią, powiedział: „Ks. prof. Styczeń jest mózgiem KUL-u”. Wujciu podarował Bogu i ludziom to, co miał najcenniejsze – swój intelekt. Wiele zawdzięczał Janowi Pawłowi II, którego wielkość szanował, a Jego świętość doceniał już za życia. Jako bliski „domownik” Watykanu   był również przy śmierci Wielkiego Papieża.

   W październiku 2017 roku w klasztorze księży salwatorianów w Trzebini odsłonięto pomnik poświęcony pamięci ks. profesora Tadeusza Stycznia oraz zainaugurowano przygotowania do rozpoczęcia jego procesu beatyfikacyjnego.

   Wujciu zawsze mawiał: „Nigdy nie odchodzę, gdy odchodzę”, zatem dziękujemy Mu za to, że zawsze jest z nami.

   Barbara Jastrzębska - Bańdo

*Wszystkie zdjęcia ze zbiorów prywatnych rodziny ks. prof. T. Stycznia

 

Copyright © 2017 SPO Wołowice | Wszystkie prawa zastrzeżone

Projekt i realizacja: CreativeDesign